Czy karmienie piersią jest trudne?

Parę dni temu rozmawiałam z koleżanką, która rozpoczęła właśnie ostatni trymestr ciąży. W pewnym momencie ów znajoma zadała mi pytanie: czy karmienie piersią było na początku dla Ciebie trudne? Doszłam później do wniosku, że ona wcale nie chciała wiedzieć, czy rzeczywiście było mi ciężko i co stanowiło dla mnie największe wyzwanie. Ona chciała wiedzieć, co ją czeka. Jako, że spodziewa się pierwszego dziecka, karmienie piersią jest dla niej zupełnie nowe. Co jej odpowiedziałam? Już mówię.

Karmienie piersią to przecież taka naturalna i instynktowna czynność, więc czemu musimy się jej uczyć? Przecież jesteśmy ssakami, mamy to zakodowane, wrodzone. Laktacja zaczyna się samoistnie, noworodek rodzi się z odruchem ssania. Wydawałoby się, że nie musimy robić nic. Jakoś to będzie. Tak więc, zaczynamy zajmować się całą otoczką tego karmienia. A to wygodny fotel by się przydał, poduszka rogal obowiązkowo! Oprócz tego: laktator, buteleczki, nakładki, maść na brodawki, stanik do karmienia i jakieś ciuszki, w których dobrze nam będzie karmić i które będą na nas dobrze wyglądać i milion innych ważnych i ważniejszych rzeczy. Wszystko to, wydaje nam się takie niezbędne. Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Nie potrzebujemy tych wszystkich akcesoriów do tego, żeby dziecko karmić. Niektóre faktycznie mogą być pomocne w pewnych sytuacjach, ale tak naprawdę jedyne czego potrzebujemy to chęci, pozytywnego nastawienia i cierpliwości. Ja tego ostatniego potrzebowałam najwięcej.

Kobieta, która po raz pierwszy będzie karmić piersią, musi się tego nauczyć. To jest naturalna czynność, ale trzeba ją opanować, kiedy zaczyna się swoją mleczną drogę. Niemal każda kobieta i każde dziecko jest w stanie się tego nauczyć. Dla jednej mamy może to być kwestia 5 minut i załapie już na początku, kiedy położna pierwszy raz pokaże jej jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi. Inna będzie potrzebować dwóch tygodni zanim poczuje się swobodnie w roli matki karmicielki. Żadna z nich nie jest lepsza ani gorsza. Każda jest inna, wyjątkowa i ma swoją drogę do przebycia. Najważniejsze jest to, żeby się nie poddawać zbyt szybko. I z pozytywnym nastawieniem próbować.

Pytając kogoś, czy karmienie piersią jest trudne, to tak jakby zapytać czy język arabski jest trudny. Dla mnie nie, a dla Ciebie? Każda ma inne odczucia i możliwości. Jesteśmy różne i to jest piękne. Coś, co mnie osobiście będzie sprawiać trudność, dla Ciebie może być bułką z masłem i odwrotnie. Nie sugerujmy się więc tym, jak z kp poradziła sobie nasza mama, babcia, ciocia czy inna przyjaciółka. Zamiast tego, skupmy się na sobie. Obserwujmy dokładnie swoje piersi, poznajmy lepiej swoje dziecko, uwierzmy przede wszystkim we własne siły, a karmienie piersią okaże się pestką, czego oczywiście życzę mojej koleżance i wszystkim Mamom!

Co jej odpowiedziałam? Najprawdziwszą prawdę. Karmienie piersią było dla mnie cholernie trudne na początku. Tak, położna też może mieć z tym problem. Jestem w to przecież emocjonalnie zaangażowana. To moje piersi bolą, moje dziecko płacze. To moje ciało i moje emocje. I tak mniej więcej dwa-trzy tygodnie musiały minąć zanim zdałam sobie sprawę, że umiem karmić bez nakładek, że potrafię przystawić dziecko w taki sposób aby nie ranić swoich brodawek, że potrafię karmić w innej pozycji niż z poduszką (polecam pozycję na boku, szczególnie kobietom po cc), że nie potrzebuję odciągać pokarmu przed każdym wspólnym wyjściem, bo mogę nakarmić swoje dziecko gdziekolwiek jesteśmy. Po trzech tygodniach byłam pewna, że do karmienia potrzebna jestem tylko ja i mój mały ssak i nikt i nic więcej.  

Jestem przekonana, że bez pomocy położnych (które odwaliły kawał dobrej roboty, cierpliwie mnie wysłuchały i odpowiednio pokierowały) byłoby mi dużo trudniej i dłużej zajęłaby mi nauka karmienia. Jestem też pewna, że bez wsparcia bliskich i rodziny, która wyręczała mnie z wielu obowiązków przez pierwsze dwa tygodnie po cięciu, byłoby mi dużo trudniej. Dlatego podziwiam kobiety, które dały radę bez pomocy innych, bo wiem, że takie bohaterki są w różnych stronach świata. Taka moja rada, jeśli macie taką możliwość to nie bójcie się prosić o pomoc. Nie wymagajcie od siebie bycia samowystarczalną. Lekarze, położne, rodzina są po to, żeby Wam pomóc w tym momencie. Nie ważne, czy chodzi o przystawienie malucha do piersi czy ugotowanie obiadu.

Kończąc ten mój wywód, chcę przypomnieć o jeszcze jednej mega istotnej rzeczy. Pamiętajmy, że nie tylko my kobiety uczymy się jak karmić. To nasze maleństwo, dla którego wszystko jest nowe: temperatura otoczenia, dźwięki, twarze, też musi się nauczyć nowego sposobu przyjmowania pokarmu. Dla tego małego człowieka również jest to zupełnie nowa sytuacja. Razem z milionem innych nowych sytuacji. Bo jedyne, co do tej pory znał to Ciebie i Twoje bicie serca. Dlatego, pomóżmy mu przez to przejść jak najlepiej, wykazując się ogromną dozą cierpliwości. 

Jestem ciekawa, jak u Was wyglądały początki karmienia piersią. Podzielcie się swoimi doświadczeniami, być może Wasza historia będzie inspiracją dla innych.

Wszystkiego dobrego,

A. L.

Dodaj komentarz