Największa krzywda, jaką wyrządzamy swoim dzieciom.

My, dorośli uwielbiamy porównywać. W sieci porównywarki są już od wszystkiego. Porównujemy swoje domy, samochody, telefony, pensje, wydatki. Jednym słowem wszystko.

Nikt z nas nie jest doskonały. My, rodzice też popełniamy błędy i zdarza nam się krzywdzić swoje dzieci. Powiedzmy to sobie otwarcie. Nie że specjalnie, zupełnie bezmyślnie, nieświadomie. A to zdarzy się brak konsekwencji, podniesiony głos, a to innym razem znów damy się ponieść emocjom. Niestety, zbyt często pojawiające się rodzicielskie błędy zaczynają się objawiać w zachowaniu naszych dzieci.

Ale coś, co jest wyjątkowo krzywdzące w mojej opinii to to, że zdarza nam się też porównywać. Co więcej, niektórzy rodzice wciąż wierzą, że nie ma nic złego w porównywaniu do innych (czyt. ich zdaniem lepszych). Myślę, że w wielu domach można usłyszeć: dlaczego nie możesz być tak spokojny jak twój starszy brat?, Zosia zjadła wszystko, a ty?, dlaczego nie dostałeś piątki jak Antek?, bądź tak grzeczny jak.. i tak dalej, i tak dalej. Już od urodzenia porównujemy nasze dzieci. Wagę, wzrost, kiedy pierwszy raz usiadło, kiedy zaczęło chodzić, co zjadło, ile zjadło, ile spało i milion innych rzeczy.

W porównywaniu zapominamy przede wszystkim o tym, że przecież każde dziecko jest wyjątkowe, niepowtarzalne, rośnie i rozwija się w swoim tempie, działają na nie inne czynniki, wychowuje się i dorasta w innym środowisku rodzinnym, innej kulturze i tak dalej. Nie muszę chyba tego dokładniej tłumaczyć? Nie możemy wymagać, żeby dziecko było takie jak ktoś inny. To, że komuś się udało nie oznacza, że twoje dziecko też osiągnie sukces w danej dziedzinie. To, że ktoś inny poniósł porażkę nie oznacza, że twoje dziecko nie da rady.

Wszechobecna rywalizacja ma z pewnością ogromny wpływ na zachowania rodziców. Każdy przecież chce, żeby to jego dziecko było najlepsze. Jednak nie tędy droga. Pod wpływem ciągłego porównywania i całej presji jaka temu towarzyszy, dziecko uczy się, że zamiast być sobą, powinno starać się być kimś innym, kimś lepszym od siebie. Co skutecznie zaniża jego poczucie własnej wartości.

Życzę sobie i wszystkim rodzicom, abyśmy częściej pozwalali dzieciom zwyczajnie być sobą. A to oznacza jedynie (albo i aż) ich bezwarunkowe zaakceptowanie, takimi jakimi są. Jest to przecież jeden z czynników konieczny do prawidłowego rozwoju emocjonalnego naszych dzieci.

Wszyscy przecież rodzimy się wyjątkowi i niepowtarzalni. Pamiętajmy o tym!

A.L.

Dodaj komentarz