Mleczna rewolucja, czyli trochę o historii karmienia piersią

Do napisania tego tekstu, który w planach zresztą miałam od bardzo dawna, ale jakoś nigdy nie było czasu, zainspirował mnie znany w świecie laktacji amerykański pediatra Jack Newman (polecam jego konta w mediach społecznościowych – dla anglojęzycznych). A właściwie fragment jego przedmowy w książce „Karmienie piersią.7 naturalnych praw” (autorstwa Nancy Mohrbacher i Kathleen Kendall-Tacket), którą też zresztą serdecznie polecam wszystkim mamom przygotowującym się do nowej roli. A Jack Newman pisał tak:

„Jak to możliwe, że karmienie piersią tak się skomplikowało? Z upływem lat coraz częściej mnie to zaskakuje. Zagmatwaliśmy coś, co miało być proste i naturalne. Oczywiście samo karmienie piersią nie jest trudniejsze niż było, powiedzmy, dwieście lat temu. Zmieniło się raczej nasze myślenie o karmieniu piersią.

Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku pracowałem jako pediatra w Republice Południowej Afryki i zaskoczyło mnie to, jak naturalnie matki karmiły piersią swoje dzieci. Po prostu przystawiały je do piersi, bez zbytniego zachodu i przygotowań, nie patrząc na schematy, jak dziecko ma chwycić pierś, bez analizowania, ile minut ssie z każdej strony, bez obsesyjnych rozważań, ile czasu minęło od ostatniego karmienia, bez niepokoju, że dziecko je sześć czy czternaście razy dziennie, a nie jak przewiduje norma: osiem do dwunastu razy. W republice Południowej Afryki nikt nie przewidywał, że karmienie piersią może się nie udać. I, ku mojemu zdziwieniu, prawie zawsze się udawało.

(…) Większość matek w Afryce nigdy nie przeczytała żadnej książki o karmieniu piersią i nigdy nie brała udziału z zajęciach dla przyszłych rodziców. Trudno pewnie byłoby im sobie wyobrazić, co robi konsultantka laktacyjna. One przejmowały się karmieniem piersi swoich pociech mniej więcej tak samo jak własnym oddychaniem. Oczywiście również tam karmienie piersią nie zawsze było bezproblemowe (podobnie jak oddychanie nie zawsze jest bezproblemowe, na przykład dla chorego na astmę), ale kobiety karmiące żyły w kulturze, w której karmienie piersią było normalne. Kiedy pojawiały się kłopoty, matka mogła zwrócić się do otaczających ją kobiet (własnej matki, sióstr, przyjaciółek), które już karmiły piersią i zwykle wiedziały, jak pomóc.”

Karmienie piersią – najbardziej optymalna forma karmienia małego dziecka od zarania dziejów. Co takiego więc musiało się stać, że zapomnieliśmy jak się karmi?

Historia

Mniej więcej do połowy XIX wieku karmienie naturalne było dla mam na całym świecie jedyną możliwą opcją wykarmienia swojego dziecka, zapewniającą mu przetrwanie i prawidłowy rozwój. Zdarzały się oczywiście sytuacje, w których kobieta nie była w stanie zapewnić tego swojemu dziecku, z powodów różnych, takich jak choroba czy śmierć. Oddawano wówczas takiego małego człowieka na wykarmienie mamce, ale to wciąż było karmienie mlekiem kobiecym. Zdarzały się również i takie sytuacje, w których ludzie próbowali właśnie zastąpić to niezastąpione białe złoto czymś innym, np. świeżym, białym mlekiem prosto od krowy, rozcieńczanym zazwyczaj wodą ze studni lub chlebem maczanym w tymże roztworze. Można się domyślać, jakie to miało skutki. Jeśli niemowlę jakimś cudem nie umarło, to w swoim późniejszym życiu z pewnością cierpiało na wiele rozmaitych chorób.

Pierwsza mieszanka

W latach 60-tych XIX wieku na rynku pojawia się pierwsza mieszanka przeznaczona do żywienia niemowląt. Reklamowano, że w jej skład wchodzi mleko od alpejskich krów oraz przetworzone zboże (prawdopodobnie mąka pszenna). Piszę prawdopodobnie, bo faktyczny skład był objęty tajemnicą, co od początku wzbudziło falę krytyki, uznając takie działania za nieuczciwe. Producentom w niczym to jednak nie przeszkadzało, i tak widząc jak duże mogą płynąć z tego zyski, na początku XX wieku firma Nestle sprzedawała już około 500 tysięcy opakowań rocznie, głównie na terenie Europy i Stanów Zjednoczonych.

Emancypacja i rewolucja przemysłowa

Skąd tak duży popyt i zainteresowanie nowością wywołującą spore kontrowersje? Jak przypomnimy sobie historię, dwa zjawiska przeżywały wówczas swoje apogeum: emancypacja kobiet i rewolucja przemysłowa. Można by powiedzieć, że sami tego chcieliśmy. Masowe migracje ze wsi do miast, w celu znalezienia dobrze płatnej pracy (zazwyczaj w fabrykach), gdzie zatrudniane co raz częściej były również kobiety, spowodował lawinę zdarzeń, kulę śnieżną nie do zatrzymania. Po pierwsze, życie z dala od rodziny, koniec z domem wielopokoleniowym. Świeżo upieczona mama nie miała już obok siebie wsparcia najbliższych kobiet, które mogłyby jej pomóc w trakcie ciąży, porodu, połogu czy właśnie karmienia piersią. Po drugie, jak się miało dobrze płatną pracę, to po porodzie trzeba było jak najszybciej do niej wrócić. Po za tym, znowu, jak się ma dobrze płatną pracę to mogę sobie pozwolić na ciekawą alternatywę, jaką jest mieszanka modyfikowana. Nota bene bardzo agresywnie reklamowana wszędzie, gdzie się da. A to były początki telewizorów, więc zasięg jak na tamte czasy był ogromny, zwłaszcza u tych bardziej zamożnych.

Pediatra

A właśnie. Dlaczego mieszanka? Z angielskiego formula – dosłownie przepis, receptura. Właśnie dlatego, że trzeba było ją przygotować przed podaniem, zmieszać odpowiednie proporcje (i tak właściwie zostało do dziś). A jeśli proporcje, to trzeba było ustalić jakieś zalecenia dotyczące karmienia tymi preparatami. I tak, w związku z tym, że wokół tego karmienia było dużo pytań, wątpliwości i problemów (w tym naturalnych skutków karmienia sztucznego), potrzebny stał się lekarz, który tej biednej, zagubionej mamie pomoże. I tu do akcji wkraczają pediatrzy, lekarze medycyny, zazwyczaj mężczyźni, którzy przed XX wiekiem praktycznie nie istnieli, ponieważ karmienie dzieci było raczej od zawsze domeną kobiet. Z racji tego, że dzieci karmione sztucznie częściej chorowały, co było zauważalne od początku, potrzebowały one specjalnej opieki i leczenia, a także suplementacji. Opracowanie przez lekarzy i producentów mieszanek, specjalnych zaleceń dotyczących nie tylko karmienia, ale również opieki nad małymi dziećmi, sprawiło, że kobiety przestały ufać sobie, naturze, instynktowi, a zaczęły koncernom nastawionym na zyski, cudownym mieszankom i obcym ludziom. Tacy to już jesteśmy, że czujemy się bezpiecznej, jeśli mieścimy się w normach, wiemy, że wtedy wszystko jest ok. A jeśli chodzi o zdrowie naszych dzieci, nie będziemy przecież ryzykować…

Dalsze dzieje

Wszystkie opisane wyżej czynniki z pewnością znacząco wpłynęły na statystyki karmienia piersią. Kolejne pokolenia dorastały w rodzinach, gdzie widok karmiącej piersią kobiety nie należał do częstych. Często za to mama pracowała, uczyła się, robiła karierę. Skutkiem tego jest oczywiście brak zainteresowania, a co za tym idzie brak wystarczającej wiedzy dotyczącej karmienia naturalnego przekazywanej z pokolenia na pokolenie. W związku z tym kobiety do teraz często słyszą rady sprzeczne z naturalnym karmieniem, nie mające z nim nic wspólnego, którym bliżej jest do karmienia mieszanką. (O tych zaleceniach to jeszcze napiszę. Pewnie o nich kiedyś słyszałaś, a zupełnie nie zastanawiałaś się skąd się wzięły te bzdurne rady dla mam karmiących.) W ostatnim czasie jednak, głównie dzięki różnego rodzaju akcjom i kampaniom promującym kp, wiele się zmienia. Wzrasta społeczna świadomość tego, że karmienie piersią to najbardziej optymalna forma karmienia dzieci. Dlatego, chcąc odczarować ten bieg zdarzeń musimy nauczyć się karmienia piersią od początku i jednocześnie zaufać naturze.

Ostatnio strasznie się rozpisuję, ale mam nadzieję, że zaciekawił Was ten wpis.
Dajcie znać, co myślicie.

Buziaki!
A. L.

Dodaj komentarz